poniedziałek, 28 lipca 2014

Bookarnia! :D

Księgarnia?
Kawiarnia?
Bookarnia!

Dopiero co wróciłam z Trójmiasta i śpieszę Wam donieść o świetnym miejscu, które znalazłam w jednej z bocznych uliczek przy monciaku w Sopocie.

Choć z zewnątrz może nie prezentuję się najlepiej, zachęcona nazwą weszłam tam jednak czym prędzej, i moim oczom ukazał się naprawdę wspaniały widok. Mała księgarnia, w której rozstawione były kanapy i stoliki. Każdy z gości mógł usiąść, zamówić coś do picia lub jedzenia, wziąć z półki dowolną książkę i spokojnie poczytać! :)

  Jak widać, pomieszczenie składało się się z parteru i małego, uroczego pięterka :) 
W tyle leciała cicha muzyka, która w ogóle nie przeszkadzała w czytaniu, doskonale za to dopełniała klimatu! :) 
Wnętrze było troszkę zagracone... ale to sprawiało, że wydawało się bardziej przytulne. Jak widać, ściany zrobiły napisy, z sufitem nie było inaczej.

Jak już wspominałam, na miejscu dostępne były napoje i przekąski. Kawa, herbata, a nawet soki i alkohole. Jako coś słodkiego - pyszne domowe ciasta. I tu - ogromne i miłe zaskoczenie! Dostępne jest nawet ciasto bezglutenowe! :) Dla osób z celiakią lub uczuleniem na gluten to naprawdę super sprawa, wiem co mówię. 

Jak widać na załączonym obrazku, sama zadowoliłam się kawą americano i przepysznym czekoladowym ciastem bezglutenowym z masą i borówkami. Mniam! <3

Jakby tego wszystkiego było mało, oprócz nowych książek w zwykłych cenach, jak w każdej księgarni, znajdowała się tam jeszcze niewielka półka podpisana "książki tanie" z pozycjami wyraźnie używanymi, ale wciąż w dobrym stanie. Z niej właśnie - oczywiście! - pochodzą moje zakupy.


 Pani obsługująca była młoda i bardzo miła. :) Naprawdę nie wiem, gdzie mogłabym doszukać się jakichś wad. Żałuję tylko, że musiałam już wyjechać. :(
Będąc w przyszłości w Sopocie, na pewno tam znów zajrzę!

Dla Wszystkich ciekawych adresu:
ul. Haffnera 9
(jak już wspominałam, odnoga monciaka, jest odpowiednia strzałka, przechodzi się przez Plac Radiowej Trójki).

Pomysł się chwali! :) Wykonanie też.
10/10

piątek, 10 stycznia 2014

Bardzo krótka notka o Hobbicie (cz. II)

O czym jest "Hobbit", każdy wie, więc nie pisać nie będę. Przejdę od razu do rzeczy.

Więc.

Pierwsza część podobała mi się bardzo, wychodząc z kina rok temu byłam ucieszona i pozytywnie naładowana, nie mogłam się doczekać ciągu dalszego. Po wczorajszym obejrzeniu części drugiej, mam ochotę zrobić bunt i nie oglądać 3 (wtf?!) części ekranizacji.

Tak bardzo rozczarowana.

Scenariusz był nudny. Przepraszam fanów, ale tak po prostu uważam. Postacie papierowe (ach, ta cudowna miłość elfki i krasnoluda xD ). W momencie, w którym chyba powinnam czuć jakieś inne emocje (strach?), gdy Gandalf walczył z Sauronem (jeszcze w wersji tak-bardzo-zły-cień), trzęsłam się ze śmiechu. Nie mogłam pozbyć się wrażenia, jakby czarował patronusa przeciwko dementorowi. Naprawdę tak to wyglądało.
Mój kolega przysypiał.
Drugi też.
Od połowy filmu zastanawiałam się, kiedy się wreszcie skończy... Mój studencki portfel płacze. Tym, co jeszcze nie widzieli, polecam poczekać na dostępność w Internetach.
Jedyne, co dla mnie ratowało ten film, to biegający zwinnie Legolas <3 Tak ślicznie strzelał do Orków...



poniedziałek, 30 grudnia 2013

Diabeł na wieży - Anna Kańtoch

Mam pewien nawyk - często mi się zdarza, że nie doczytuję książki do końca. To brzydko, wiem, ale co poradzić? Najczęściej wyłamuję się tuż przed końcem opowieści, przewidując już zakończenie, i łapię do ręki kolejną pozycję. "Diabeł na wieży" jest pierwszą książką od dłuższego czasu, którą nareszcie przeczytałam od deski do deski. A dla czego? Cóż, może dla tego, że zakończenia nie domyślał się nikt, poza samym Domeniciem Jordanem.

"Diabeł..." to zbiór opowiadań łączących w sobie wątki kryminalne i fantastyczne. Każde z nich łączy jedynie tajemnicza postać detektywa i lekarza w jednej osobie, na dodatek zaznajomionego z wiedzą magiczną.
   Wątpię, by jakikolwiek czytelnik domyślił się o co chodzi, zanim odkryje to przed nami główny bohater. Mi takie rozwiązanie bardzo pasuje (jeśli ktoś czytał np. Sherlocka wie, co mam na myśli).
   Świat wykreowany w powieści jest przekonujący, nie przerysowany. Realizm płynnie przechodzi w magię, a całość bardzo dobrze ze sobą współgra. Nie wszystkie wątki zostały jednoznacznie wyjaśnione, co dla mnie pozostaje zawsze zaletą. Co jeszcze? Czasy, w których szlachta wciąż jeszcze żyje w swych zamkach, mroczne tajemnice, spiski i niebezpieczeństwa z nadnaturalnym rodowodem. Zdecydowanie I like it.
   Prawdę mówiąc, dziwię się sama sobie, że dopiero teraz sięgnęłam po książkę Pani Kańtoch. Często, gdy czytam tekst polskich pisarzy mimowolnie przekładam w głowie jakiś szyk w zdaniu, albo myślę, że sama to, czy tamto ujęłabym inaczej. W tym przepadku niczego takiego nie było! Bardzo polubiłam jej styl, aż dziw bierze, że choć znana, nie jest tak popularna jak np. Jakub Ćwiek. Nie mówiąc już o samej intrygującej i niejednoznacznej postaci Domenicka, który zdołał zdobyć moje serce.

~~
Co poza tym? Mikołaj w końcu przyniósł mi wielbione przez wszystkich "Szeptem", które zdecydowałam się nadrobić, i które zaczęłam już czytać. Ciekawa jestem, czy Patch jest na prawdę takim cudem, jak wszyscy mówią ;) To się okaże!
A co u Was po Świętach? Ktoś znalazł pod choinką jakąś fajną lekturkę na te zimo... cóż... wieczory? ;)

poniedziałek, 7 października 2013

Zapiski sfrustrowanej studentki



Dostałam Indeks. Zielony. Z podpisem i pieczątką. Na uroczystej Immatrykulacji.
Po legitymację poszłam potem…
Zaiste, wyznaczono nam dzień do odbierania legitek, który zbiegał się z pierwszym dniem zajęć. Dziekanat otwarty od 9 do 14, a my mieliśmy zajęcia 9-14:40. –like it. To logiczne, prawda?
A legitymację trzeba mieć, coby móc użyć swej inwestycji w postaci biletu semestralnego zakodowanego na nowiutko wyrobionej UrbanCard, a nie kupować śmiesznie drogie, całe bilety jednorazowe. I żeby mieć zniżki w sklepach. I w pks-ie. I w ogóle wszystko. No więc legitka rzecz niezbędna!
Na szczęście jedna z wykłado..wczyń (? poprawcie mnie proszę), zamiast mówić dwie godziny, mówiła tylko przez pół. Tak powstało okienko. Podczas którego chyba cały mój kierunek wpadł na ten sam pomysł, co ja. I jakiś inny kierunek też. Multum innych. W kolejce do dziekanatu stało tyyysące osób. I do innych też. Tym, co przyszli później zabrakło druczków na stole, a trzeba było wypełnić, żeby dostać.
Tak czy siak, w mniejszym lub większym zwątpieniu stałam w kolejce przez półtorej godziny, tym samym spóźniając się na kolejne zajęcia - ćwiczenia. Ale swoje zdobyłam!
Mogę nazywać się studentką. W zasadzie kolejka po UC nie była lepsza. I okrutnie pizgało złem. Okrutnie. Zimno. Targając torbę z jedzeniem z domku…  Ludzie na ulicy pytali mnie, za czym tak stoimy xD

Nie śpię, bo jestę studętę i stoję w kolejcę.

Odnalazłam też zaginiony przystanek 7-ki, którym mogę wracać na mieszkanie. Szłam po szynach. ^^

~~

Zaczynasz uświadamiać sobie, że nie możesz przywiązywać się do przyjaciół (brzmi paradoksalnie, prawda?), bo każdy ma swoje życie i zaczyna nie oglądać się na innych. Każdy dobrze się bawi, gdy ma na to ochotę, nie trzymając się parek.
Świat podzielony na grupki i parki, rozbija się na ludzi i ich światki. Gdzie tam jest miejsce na dawne więzi, które nie sprowadzają się tylko do rzadkich, radosnych spotkań pełnych przeszłości, a aktualnej wspólnej ścieżki życiowej? Co, gdy wypadasz w planu przyjaciół będąc tuż obok? Czy to właśnie jest dorosłość? Gdy każdy patrzy tylko na siebie?
I wszyscy się zmieniamy.
~~
Mój pokój najprawdopodobniej zamieszkiwały wcześniej dwie osoby. Mam więc duże łóżko, choć jest bardzo niewygodne. Musiałam przywieźć sobie z domu materac, aby móc na nim spać. Teraz w miejscu, gdzie leżę jest od niego podwyższenie, zakryte warstwą pościeli i jeszcze kocem.
Dziś rano, gdy się obudziłam, zdawało mi się, że obok mnie powinna spać jeszcze jedna osoba. Przewróciłam się na bok, a moja wyciągnięta ręka napotkała pustą przestrzeń. Wydawało mi się, jakby ktoś wyszedł wcześnie rano i zostawił mnie samą. Czułam się porzucona, choć przecież jestem samotna.
~~
Polowanie na bilety. Trzeba się zaopatrzyć, bo koncert Closterkellera już w piątek. Klub mam na trasie jazdy tramwajem na pks, więc może do niego trafię.
Napiszcie do mnie, proszę. Jestem spragniona czytania Waszych komentarzy. Interakcji z człowiekiem.
Nie mogę znaleźć miejsca w świecie.